Re: He he he

Artykuł w popularnej gazecie/portalu jest siłą rzeczy skrótowy. Posługuje się hasłami, a czytelnik wyrabia sobie fałszywy obraz. Podawanie prostego zestawienia zarobków i granic ubóstwa w wartości nominalnej, po oficjalnych kursach wymiany, w USA i w Polsce wprowadza w błąd, bo to jest, jak mówią Amerykanie, porównywanie jabłek do pomarańcz.

Po pierwsze, inne są systemy podatkowe, i inne stosunki zarobków brutto i netto. Polak od zarobków zapłaci PIT, Amerykanin podatki federalne, stanowe/lokalne, do tego, jeśli cokolwiek posiada, dojdzie znaczący podatek od nieruchomości płacony co roku. Z drugiej strony Polak zapłaci przy zakupach VAT, Amerykanin znacząco niższy „sales tax”, inny w każdym stanie.

Po drugie, koszty są różne. Polak w zasadzie nie zawraca sobie głowy ubezpieczeniem medycznym czy kosztami kształcenia dzieci, w USA to znaczące pozycje budżetu domowego rodziny. Koszty dojazdów do pracy są zupełnie różne, bo w wielu miejscach jedynym wyjściem jest samochód. Tak można ciągnąć.

Co do stopy bezrobocia i inflacji, w USA od mniej więcej 1980 roku na dużą skalę kreatywnie się poprawia statystyki. Przy statystyce bezrobocia na dużą skalę manipuluje się zwłaszcza tzw. „birth/death ratio” i kategorią „discouraged workers”. W konsekwencji od lat systematycznie statystycznie spada liczba osób potencjalnie „aktywnych zawodowo” i „aktywnie szukających pracy”, co zmniejsza statystyczną liczbę bezrobotnych.

Bez wdawania się w szczegóły, BLS (Bureau of Labor Statistics) podaje liczbę bezrobotnych wedle najwęższej kategorii U3 jako podstawową, i wychodzi około 9%. Wedle tego samego BLS bezrobocie szerzej liczone, U6, wynosi około 15%, a gdyby je liczyć metodami amerykańskimi sprzed 1980 roku, wynosi około 25%. Manipulowanie danymi o inflacji CPI wygląda podobnie.

Politycy potrzebują pod każdą szerokością geograficzną mieć sukces, żeby być wybranym. Media im w tym pomagają. Stąd w USA jest „recovery”, tylko jest ono „jobless”. Sporo ludzi wierzy w te dane, mimo że ich własna sytuacja wskazuje na co innego, i biznes się kręci, i głosują nadal na partie establishmentu 😉