Re: Socjal już się dusi ale ciągle wierzą w niego

Ciekawe że zapominasz o dwóch jakże ważnych aspektach chińskiego „sukcesu”. Chiny nie mają wymienialnej waluty. A wartość tej którą mają utrzymują na niskim poziomie. Dzięki czemu eksport jest bardzo opłacalny. Po drugie – chińskie piractwo. Wszyscy o tym wiedzą. Nikt nie wie jak to wygląda. Zaczęło się to po roku 90-tym. Wszyscy chcieli inwestować w chinach. Pekin powiedział:”OK. Ale na naszych warunkach.” I jak powiedział tak zrobił. Jeszcze do niedawna w Chinach można było inwestować tylko i wyłącznie w formie join-venture. Jak to wyglądało w praktyce? Przyjeżdżał pan z Wall Street i przywoził teczkę dolarów. Dosłownie. Chińczycy znajdowali mu jakiegoś chińskiego współpracownika. Przeważnie był to jakiś dyrektor państwowej fabryki która produkowała złom. Dosłownie. Bo to co produkowała nadawało się tylko na złom. Pan pił wódkę z chińczykiem. Było bardzo miło. Okazywało się że chińczyk jest bardzo kompetentny. Obiecywał że zbuduje za teczkę dolarów panu fabrykę. Pan wyjeżdżał. Wracał po roku. I co zastawał? Mianowicie: starą fabrykę. Nadal w niej pracowali ci sami Chińczycy. Nową fabrykę. Też pracowali w niej Chińczycy. Tylko że nikt nie chciał w Chinach kupować z niej produktów. I trzecią fabrykę. Klona drugiej. Też pracowali w niej Chińczycy. Tylko że cała produkcja szła na eksport. Chińskie piractwo, te koszulki z „Prady” i telewizory Philipsona tak naprawdę produkowane są w zwykłych fabrykach. Tylko że zyski idą do kieszeni chińskich notabli.